to lokum ma policja na oku ★★★★ dusia_str: GESTAPO: tajna policja hitlerowska ★ MILICJA: policja w Polsce Ludowej ★★ OCHRANA: tajna policja carskiej Rosji ★★★ BEZPIEKA: tajna policja ★★★ DROGÓWKA: filmowa policja ★★★ oona: INTERPOL: policja międzynarodowa ★★★ KOMSOMOŁ: organizacja młodzieżowa w ZSRR
Wspomnienia księdza Mariana Tokarzewskiego o Rosji carskiej i przyczynach sukcesów bolszewików – Wolna Polska – Wiadomości Nakładem wydawnictwa Klinika Języka (związanego ze znanym pisarzem i blogerem Gabrielem Maciejewskim) ukazała się „Straż przednia” – wspomnienia księdza Mariana Tokarzewskiego o Rosji carskiej, prześladowaniu przez Rosję katolików i Polaków
wywiad wpływa na wydarzenia w innych państwach i dąży do uzyskania przewagi informacyjnej; Początki agencji wywiadowczych w Rosji. Prekursorem rosyjskich służb specjalnych jest Ochrana – tajna policja utworzona po zabójstwie cara Aleksandra III w 1881 roku. Rozniecała spór wśród rewolucjonistów, szerzeniem dezinformacji i
W carskiej Rosji był okres, w którym prostytucja była kontrolowana przez państwo i zalegalizowana. Burdele płacą podatki, a dziewczętom wydaje się odpowiedni dokument zamiast paszportu. Został nazwany "żółtym biletem" ze względu na kolor. Właściciele takiego biletu nie mogli angażować się w inny zawód.
Ten warunek został spełniony w połowie lat osiemdziesiątych XIX wieku. Należy jednak pamiętać, że większość Polaków mieszkała w zaborze rosyjskim, a w carskiej Rosji, w odróżnieniu od państw Europy Zachodniej, przynależność do partii socjalistycznej była uważana za przestępstwo.
Ta uniżoność jest niezwykle charakterystyczna dla stosunków w carskiej, a potem sowieckiej Rosji. Czyli wszystkie relacje polegają na podległości - komentował w materiale TVP Tomasz
Tajna policja Józefa Stalina została nazwana Ludowym Komisariatem Spraw Wewnętrznych. Jego nazwa miała skrót NKWD w języku rosyjskim i powstała w 1934 roku. Pierwsza tajna policja w Rosji była znana jako Czeka i była wykorzystywana przede wszystkim przez bolszewików do kontynuowania ich agendy politycznej. Jednak po zakończeniu
Sicherheitspolizei, czyli Policja Bezpieczeństwa i Sicherheitsdienst (SD), czyli Służba Bezpieczeństwa, stanowiły część sił bezpieczeństwa w GG. W skład Policji Bezpieczeństwa wchodziły Policja Kryminalna (Kripo, w jej składzie również Polska Policja Kryminalna), oraz Gestapo (Geheime Staatspolizei – Tajna Policja Państwowa).
W 1918 r., a szczególnie po marcu tego roku, kiedy zawarto traktat brzeski z państwami centralnymi, a bolszewicy mogli się skupić na sprawach wewnętrznych, zabijanie stało się w Rosji standardowym narzędziem sprawowania władzy. Tym bardziej wszechobecnym, że bolszewicy w ten sposób walczyli o własne życie i nie mieli nic do stracenia.
"tajna" wiedza ★★★ KAMORA: tajna organizacja przestępcza działająca w Królestwie Neapolu ★★★★ dusia_str: ODESSA: tajna siatka byłych SS-manów ★★★★ dzejdi: AGENTKA: tajna pracownica obcego wywiadu ★★★ mariola1958: GESTAPO: tajna policja hitlerowska ★ OCHRANA: tajna policja carskiej Rosji ★★★ BEZPIEKA
AXB84f. XIX | Autor: Przy tekście pracowali także: Anna Winkler (redaktor) Anna Winkler (fotoedytor) Riepin/domena publiczna Czego mogli spodziewać się Polacy, aresztowani przez carską Ochranę?Katowanie, bicie i poniżanie? A może… korzystanie z obojętności strażników i tworzenie własnej prasy? Wspomnienia skazanych dowodzą, że w więzieniach można było spodziewać się wszystkiego. Polacy wiedzą to najlepiej – w końcu to oni najczęściej tam 1905 roku w więzieniach w Królestwie odsiadywało karę średnio 85 tysięcy Polaków, w roku następnym liczba ta wzrosła do 111,5 tysiąca, by nie zatrzymać się już ani na chwilę i w 1910 roku osiągnąć pułap 180 tysięcy. Inna statystyka. W 1905 roku w Warszawie wydano 3 wyroki śmierci, rok później było ich już 47, a w 1908 – ciągu dziewięciu miesięcy 1908 roku w całej Rosji wydano 1304 (we Francji, Anglii, Hiszpanii – średnio 40) najwyższe wyroki, wśród których było aż 364 wyroków na Polakach, stanowiły więc 26,5%. Skala zjawiska ukaże się w pełnej krasie, gdy zwrócić uwagę, że Polacy stanowili w tamtym czasie zaledwie 6,3% całej populacji imperium. Spirala przemocyLiczby są przytłaczające, ale tak naprawdę na więzienną codzienność przekładało się to bardzo niejednoznacznie. Terror oczywiście rodził terror i w naturalny sposób skręcał się w spiralę wzajemnej przemocy – im więcej zamachów ze strony polskiej, tym większa brutalizacja Rosjan, a wraz z nią jeszcze więcej zamachów. Prawo zemsty działało w dwie strony, z których żadna ani myślała odpuścić. Narody jednak nie są masą, lecz zbiorem pojedynczych bytów – i to właśnie najlepiej było widać w ówczesnym carskim systemie Jednym z więzień budzących największą grozę było to znajdujące się na ulicy Długiej w Łodzi. Wszystko za sprawą naczelnika „Grubego” (w środku).W wielu miejscach warunki odbywania wyroków były całkiem cywilizowane, miejscami wręcz sielskie, ale równie często zdarzały się wypadki pospolitego sadyzmu. W łódzkim więzieniu przy ulicy Długiej – obecnie Gdańskiej – celował w tym na przykład niejaki „Gruby”, jak na ironię Polak nazwiskiem Modzelewski, którego metody dobrze zapamiętał Stanisław Martynowski:Szczególnie straszny bywał po grubo przegranej w karty lub z powodu nieudanych wycieczek miłosnych. Z nahają w ręku, w otoczeniu kozaków lustrował cele, w których siedzieli więźniowie polityczni szczególnie przez niego znienawidzeni. Zabierał każdego kolejno do kancelarii, przymusem rozbierał do naga i swoją nahają zakończoną główką ołowianą katował. Był sadystą do tego stopnia, że nie oszczędzał nawet budzi też opis wykonywanych pod okiem „Grubego” egzekucji:Urządzał zazwyczaj przed egzekucją wielką pijatykę, na którą zapraszał szpiclów i kobiety. Pijatyki odbywały się w jego mieszkaniu, które mieściło się na tym samym korytarzu, na którym mieszkali polityczni. Bez przerwy ryczał gramofon „Boże caria chrani”, wykrzykiwał poleczki i kujawiaki, bezustannie pękały korki, wyły rozpijaczone kobiety. A gdy towarzystwo porządnie się schlało, zwykle około północy, wyciągano skazańców na o najbardziej chyba okrutnej egzekucji opowiadał Eugeniuszowi Ajnenklowi Tomasz Arciszewski, który z kolei usłyszał o niej od mecenasa Piotra Kona. Jej ofiarą był niejaki Jan Długoszewski, który usłyszawszy wyrok, oznajmił adwokatowi, że za nic powiesić się nie da. Nie kłamał. Znalezionym gdzieś gwoździem rozpruł sobie żyły na szyi i padł w kałuży krwi, czekając na śmierć. Naczelnik więzienia był jednak szybszy. Gdy Długoszewskiego znaleziono na podłodze celi, natychmiast wezwał grupę lekarzy, którzy zatamowali krwawienie, pozszywali żyły i opatrzyli skazańca. Pewnie mogłoby skończyć się na paru bliznach, ale w nocy – jak mówił Arciszewski:Długoszewskiego wraz z łóżkiem wyniesiono na podwórze więzienne. Pod szubienicą odczytano wyrok. Kat założył stryczek na obandażowaną szyję i z pomocnikami wyciągnął skazańca z łóżka na szubienicę. Z przerwanych ran trysnęła krew na biel koszuli. Ani przedtem, ani potem podwórze więzienne nie było świadkiem tak drastycznego wykonania wyroku (…).„Bili mnie przez całą drogę…”Brutalności carskich funkcjonariuszy doświadczył też Jan Kwapiński. W przyszłości miał zostać prezydentem Łodzi, a później wicepremierem emigracyjnego rządu polskiego, teraz jednak miał 22 lata, był instruktorem bojówki, z którą napadał na sklepy monopolowe w okolicach Zawiercia. Schwytano go podczas odwrotu z jednej z takich akcji:Po spisaniu pierwszego protokołu zostałem przewieziony przez kozaków na wynajętej furze z Włodowic do Zawiercia. Kozacy bili mnie przez całą drogę w straszny sposób, gdy przywieziono mnie do Zawiercia, odległego o 5 km, byłem kompletnie nieprzytomny (…). O godz. 6 wieczorem przywieziono mnie do miejscowego więzienia skatowanego w okropny sposób i ulokowano w jakiejś piekielnie brudnej celi na 1 piętrze. Dali mi jakiś brudny siennik z milionem robactwa zamiast publiczna Ofiarą brutalności carskiej policji padł między innymi Jan Kwapiński, późniejszy prezydent dwie godziny po zamknięciu mnie w celi zjawił się patrol kozacki ze starszym policjantem dla przeprowadzenia na mnie badania śledczego, do miejscowego naczelnika straży ziemskiej. Byłem tak pobity, że o własnych siłach nie mogłem ustać. Po drodze bito mnie kolbami. W samym budynku naczelnika stojący na warcie kozak uderzył mnie kolbą w twarz tak silnie, że potoczyłem się ze schodów i runąłem jak długi na podłodze. Na mój krzyk wyszedł naczelnik i zgromił kozaków za to, że mnie bili. Twarz miałem zalaną krwią, odnosiłem wrażenie, że wybili mi lewe oko (…).Wzajemna brutalność narastała z biegiem czasu. Jeśli jeszcze na początku stulecia carskie represje nigdy nie dotyczyły kobiet – na przykład żon rewolucjonistów, nawet jeśli same były aktywnymi działaczkami, to im dalej od 1905 roku, tym częściej traktowane były na równi z sytuacje zdarzały się podobno na tzw. etapach, czyli więziennych przystankach w drodze na zsyłkę czy katorgę. Tutaj oprócz skrajnie, często siedmiokrotnie ponad normę przepełnionych cel czekały skazańców pobicia i gwałty, przy czym regułą było, że im dalej w głąb Rosji, tym częstsze i okrutniejsze. Niejaka Spirydonówna, która zastrzeliła naczelnika Ochrany w Tambowie, pisała później:Kazali rozebrać mnie do naga i zabronili napalić w celi. Nagą, lżąc ordynarnie, bili mnie nahajkami, wrzeszcząc „ach ty taka owaka, powiedz mowę agitacyjną!”. Na jedno oko już nie widziałam i prawa część twarzy była okropnie rozbita. Kaci dotykali tej części, przyciskali i pytali: „boli, malutka?”. publiczna Przemocy ze strony strażników więziennych doświadczyła między innymi Maria mi po jednym włosy z głowy, pytając o nazwiska rewolucjonistów. Gasili papierosy o moje ciało, mówiąc: „krzycz-że swołocz! Nie bój się, będziesz krzyczeć. Oddamy cię na noc kozakom”. (…) Oficer pijany i łaskawy zawlókł mnie do drugiej klasy. Ręce obejmują mnie i rozkładają. Usta pijane szepczą ohydnie: „co za pierś atłasowa, jakie ciało delikatne”. Brak sił na walkę, brak sił, by odepchnąć…Próchnik podaje, że znany jest tylko jeden przypadek wykonania na kobiecie wyroku śmierci. Jak pisał:Było to w Łodzi. Gubernator wojenny, generał Kaznakow, skazał bez sądu na śmierć szereg robotników, robotnicę Albinę Miller (z SDKPiL) w sprawie zabójstwa fabrykanta Silbersteina. Została rozstrzelana. W obliczu śmierci zachowała się bardzo odważnie. Przywiązana do drzewa drwiła z siepaczy i, jak opisuje jej obrońca, „umierała tak, jakby szła na wesele”.„Więzienie-hotel”?Ale brutalność nie była regułą i prawdę mówiąc, częściej stykano się z nią bezpośrednio po aresztowaniu, na cyrkułach i w przechodnich aresztach niż w samych już więzieniach, które w Polsce wcale nie cieszyły się ponurą sławą. Choćby osławiony X Pawilon Cytadeli, który siał grozę w czasach powstania styczniowego, w oczach Józefa Piłsudskiego jawił się niemal ośrodkiem wypoczynkowym:Gdy siedziałem w więzieniach w Rosji, widziałem dbałość o to, aby więzienie rodziło strach (…). Polskie więzienia pod zaborem rosyjskim są całkiem inne. W Polsce wyobrazicielem tych więzień jest Cytadela, X Pawilon. Ci, którzy zamykali do tych więzień, nie dbali o nic. Wszystkich szkodliwych zamykano w więzieniu. Toteż tak wesołego więzienia jak X Pawilon na świecie nie widziałem. Wszystko prawie jest dopuszczalne, to, co gdzieś indziej jest surowo publiczna Józef Piłsudski, zajmujący jedną z cel X Pawilonu, wspominał później, że tak wesołego więzienia nigdy nie pokolenie w murach rozkopuje tunele, które najspokojniej naprawiają, by następne pokolenie te tunele znowu świdrowało. Tak jakby to było tylko formalnością, że właściwie tuneli robić nie wolno, ale niech ich diabli, niech sobie robią tunele więzienne. Więzienie, w którym wszystko poruszać można, przerzucić stale z miejsca na miejsce, łóżko przeciągać – takiego więzienia-hotelu nie spostrzeżenia potwierdza i uzupełnia słynny później ekonomista Zygmunt Heryng, który trafił do X Pawilonu w 1879 roku, jako dziarski dwudziestopięciolatek, w drodze na zesłanie do Jenisejska:Doznałem uczucia prawdziwej ulgi, kiedy wysiadłszy z dorożki, przekonałem się, że właśnie ku Cytadeli podążamy. X Pawilon, z którym łączą się tak straszne wspomnienia z czasów powstania, w tym okresie nie budził już wcale grozy. (…) Bo i nie mogła zbytnio przerażać perspektywa siedzenia w więzieniu, gdzie więźniowie mają tyle swobody, że wydają pismo mówił o „Głosie Więźnia” – przepisywanej ręcznie gazetce, z trzema działami: publicystycznym, literackim i humorystycznym, redagowanej – nielegalnie, rzecz jasna – w X Pawilonie, ale dystrybuowanej nawet za granicami zaboru. Niewiele zresztą brakowało, a weszłoby ono na stałe do historii literatury polskiej, gdyż tylko przypadkiem nie postawił tam swoich pierwszych kroków późniejszy wybitny pisarz Wacław Sieroszewski (…).Więzienny alfabetPiękna polszczyzna Sieroszewskiego miała jeszcze poczekać na swoją publikację. Przyszły etnograf i literat musiał tymczasem poznać kolejny język – więzienny – tzw. stukanie. Jak przekonuje Heryng, w więzieniu nie dało się go nie nauczyć. Jak wspominał:Zaledwie zdążył strażnik zamknąć za mną drzwi celi więziennej, gdy ze wszystkich stron dały się słyszeć pukania, coraz to głośniejsze, coraz bardziej natarczywe. Pukaniem bezładnym dałem znać, że słyszę, ale odpowiedzieć jeszcze nie umiem. Wkrótce spod odstającej od podłogi listwy wsunął się zwinięty jak fidybus arkusik papieru z alfabetem było pozornie dość proste. Litery dzieliły się na pięć rzędów, cztery rzędy miały po pięć liter, ostatni tylko trzy. Pukający najpierw wystukiwał rząd, a po pewnej pauzie kolejne miejsce litery w danym rzędzie (…).Mimo nieskomplikowanej formy posługiwanie się alfabetem nastręczało jednak spore trudności. Heryng narzekał: „Wystukanie dłuższego wyrazu zajmowało minutę. Można było też porozumiewać się tylko z sąsiadami po lewej i po prawej. Więzień z góry mógł tupaniem wystukać coś więźniowi na dole, ale w drugą stronę to już kłopot”. Kozłowski/CC BY-SA Zygmunt Heryng wspominał, że więźniowie X Pawilonu tworzyli nawet własną artykuły, gazety… Ówcześni pensjonariusze zaborczych kazamatów wykazywali generalnie spore ciągoty literacko-publicystyczne. I to, jak się okazuje, niezależnie od narodowości zaborcy. W podległym cesarzowi Austro-Węgier więzieniu w Tarnopolu stworzono mianowicie również lokalny periodyk (…).Wracając jednak do X Pawilonu. Trzeba przyznać, że najpoważniejszym z nim problemem nie była sama odsiadka, lecz, po pierwsze, to, że tam właśnie wykonywano najwięcej wyroków śmierci, po drugie zaś – więzienie mieściło się w murach doskonale strzeżonej i stale obsadzonej wojskiem twierdzy. A to czyniło ucieczkę z niego w zasadzie niemożliwą. Teoretycznie, bo uciekł z niego właśnie tekst stanowi fragment książki Wojciecha Lady pt. Polscy terroryści, która ukazała się nakładem wydawnictwa Znak lead, ilustracje wraz z podpisami, informacje i wyjaśnienia w nawiasach kwadratowych, wytłuszczenia oraz śródtytuły pochodzą od redakcji. Tekst został poddany podstawowej obróbce redakcyjnej w celu wprowadzenia częstszego podziału akapitów. By zachować integralność tekstu, usunięto z niego przypisy znajdujące się w wersji oni wywalczyli polską niepodległość:
3z8Żmija wyhodowana na własnym łonie Wikimedia Commons Źródło: Wikimedia Commons Na początku XX wieku w carskiej Rosji nad bezpieczeństwem imperium czuwała Ochrana - wszechwładna tajna policja polityczna. Było to swoiste państwo w państwie, które w dążeniu do kontrolowania wszystkich i wszystkiego, wyhodowało żmiję na własnym łonie. Tą żmiją był Jewno Azef, szef organizacji bojowej Partii Socjalistów-Rewolucjonistów (zwanych w skrócie eserowcami).To właśnie dzięki pomocy ze strony Ochrany, Azef stanął na czele lewicowej bojówki. Tajna policja chciała dzięki niemu kontrolować poczynania ekstremistów, ale Azef okazał się zręcznym manipulatorem i umiejętnie zwodził potężnych protektorów. Osobiście przygotowywał liczne zamachy, z których wiele było udanych, na wielkiego księcia Sergiusza i ministra spraw wewnętrznych gen. Wiaczesława Plehwego. Jednocześnie wciąż był współpracownikiem Ochrany, pobierając astronomiczne jak na owe czasy został dopiero w 1908 roku, po pięciu latach prowadzenia terrorystycznej działalności. Początkowo nikt z eserowców nie mógł uwierzyć w jego agenturalne uwikłanie. Ostatecznie Azefa pogrążył były oficer Ochrany, który już kilka lat wcześniej ostrzegał przed nim swoich przełożonych. Azef musiał uciekać z Rosji - zmarł w zapomnieniu na obczyźnie w 1918 zdjęciu: parada wojskowa w Moskwie w 1900 roku.
Żadna służba specjalna działająca na terenie własnego kraju nie miała wcześniej tak szerokich pełnomocnictw i nie stosowała tak okrutnych metod. Poniższy tekst jest fragmentem książki Marka Świerczka pt. „Jak Sowieci przetrwali dzięki oszustwu. Sowiecka decepcja strategiczna" (Wyd. Fronda) 20 grudnia 1917 r. na posiedzeniu Sownarkomu Feliks Dzierżyński zażądał „utworzenia organów dla rewolucyjnego rozliczenia się z kontrrewolucją”, powołując do życia WCzK. Pomimo początkowego braku w niej wyodrębnionych struktur odpowiedzialnych za wywiad i kontrwywiad, od samego początku istnienia prowadziła działalność w tych kierunkach. W maju 1918 r. została formalnie wyodrębniona sekcja kontrwywiadowcza Czeka, którą w latach 1921–1922 powiększono do rangi wydziału (Контрраведывательный отдел – KRO).WCzK (przemianowana wkrótce na GPU i OGPU4) – choć traktowana jest jako jedna z wielu europejskich służb specjalnych – w istocie była zjawiskiem bez analogii historycznych. Wszystkie istniejące ówcześnie służby specjalne, nawet tak bezwzględne jak carska ochrana, były bowiem instytucjami państwowymi działającymi w mniejszym lub większym stopniu w ramach obowiązującego porządku prawno-moralnego. Ani ich funkcja represyjna, ani przypadki pozaprawnych działań nie miały charakteru systemowego i masowego. Natomiast WCzK nie respektowała ani dawnych carskich praw, ani uznanej moralności, traktując ją jako „przeżytek burżuazyjny”. Żadna służba specjalna działająca na terenie własnego kraju nie miała wcześniej tak szerokich pełnomocnictw i nie stosowała tak okrutnych metod. Ponadto w WCzK doszło do rzadkiego w historii zjawiska polegającego na fuzji byłych struktur ochrony prawa z przedstawicielami przestępczego podziemia. W WCzK pracowali bowiem byli urzędnicy carskiego MSW, zawodowi rewolucjoniści oraz kryminaliści, z którymi odbywający kary więzienia i zsyłki bolszewicy wchodzili w naturalny kontakt. W początkowym okresie funkcjonowania przyciągała także wielu osobników z silnymi odchyleniami psychicznymi – psycho- i socjopatów, którzy dzięki czerwonemu terrorowi odreagowywali lata frustracji. Dzięki współpracy tych do tej pory zwalczających się grup możliwe stały się praktyczna weryfikacja stosowanych dotąd metod i stworzenie nowych, całkowicie rewolucjonizujących dotychczasowy model działania służb specjalnych. Do skostniałej formy tajnej carskiej policji politycznej dodano doświadczenie rewolucyjnych spiskowców, bezwzględność elementu kryminalnego oraz rewolucyjny ferment myśli, który ogarnął wtedy elity Rosji Sowieckiej. Tego typu procesom często towarzyszą rewolucyjne zmiany w działalności służb specjalnych i tak też było w WCzK, która wypracowała narzędzia sprawiające, że skuteczność jej działania była nieprawdopodobnie duża. Pierwszym z nich był terror. Sowieckie służby specjalne sięgały do metod niestosowanych w nowożytnej Europie wobec ludności własnej: do masowych egzekucji całych rodzin i znajomych podejrzanego czy brania zakładników i tortur. W przeciwieństwie do terroru jakobińskiego większość egzekucji odbywała się w piwnicach, a nie na oczach tłumu, co wzmagało lęk społeczeństwa i generowało legendy na temat orgii okrucieństw mających miejsce w lochach tajnej policji. Co więcej, terror odbywał się według kryteriów klasowych i rodzinnych (w ramach odpowiedzialności zbiorowej), nie uderzając jedynie w osoby podejrzewane o wrogość. Powodowało to niezdolność przeciwników politycznych do stworzenia strategii przetrwania, np. udawania akceptacji czy wycofania się z życia publicznego. Można było przecież być aresztowanym bez powodu, na podstawie czyjegoś donosu lub po prostu wskutek bycia w przeszłości carskim żandarmem lub posiadaczem ziemskim lub choćby członkiem rodziny czy znajomym aresztowanego. W tej sytuacji jedyną rozsądną strategią nie mogła być pasywna próba przeczekania i mimikry, a jedynie aktywne współuczestnictwo, które w sytuacji irracjonalnych, względnie czysto klasowych kryteriów doboru ofiar mogło dawać nadzieję na przeżycie. W tej sytuacji nie mogło dziwić wykorzystywanie przez WCzK w swoich operacjach specjalnych byłych wrogów. Ludzie – złamani torturami, śmiertelnie przerażeni i świadomi tego, że ich rodziny padną ofiarą brutalnych represji w razie nielojalności – podejmowali współpracę, gdyż jedynie ona dawała nadzieję na uratowanie siebie i bliskich. Po czym włączały się psychologiczne mechanizmy redukcji dysonansu poznawczego, które mogły prowadzić nawet do pełnej identyfikacji z oprawcami. Czytaj też:Sowiecki kompleks Polski Jednakże sam terror nie mógł zapewnić sukcesu, gdyż łatwo jest przekroczyć granicę, gdy ludzie zaczynają wierzyć, że nie mają już nic do stracenia, i kierują się jedynie nienawiścią i żądzą zemsty. Dlatego warunkiem sine qua non terroru była propaganda i ideologia komunistyczna, która po I wojnie światowej nabrała rangi quasi-religijnej i była atrakcyjna nie tylko dla sporej części społeczeństwa sowieckiego, ale i dla szerokich kręgów w całej Europie.